» Ustrój, władza, partie
     » Literatura
         » Poezja Hiszpańska
         » Historia Literatury
         » Biografie
     » Historia
         » Dla dociekliwych
         » Madryt
         » Błogosławieni i święci
         » Prezentacje
     » Architektura
     » Muzyka
     » Film
     » Malarstwo
     » Zwyczaje i święta
     » Powiedzenia i przysłowia
     » Dane statystyczne
     » Budownictwo
     » Rolnictwo


192.162.146.131 :: Kompendium
viernes, 15 de febrero, 2019
Faustino, Quinido, Jovita
    Historia

PARACUELLOS DEL JARAMA - HISZPAŃSKI KATYŃ

dr Tadeusz Miłkowski

 Przez wiele lat w publikacjach poświęconych wojnie domowej w Hiszpanii dominowały informacje o represjach i zbrodniach, jakich dopuścili się zwolennicy gen. Franco. Faktycznie, mają oni wiele na sumieniu, zwłaszcza w pierwszej fazie wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu (w egzekucjach zabito wówczas 27 tys. osób). Największej z tych masakr dokonano 14 sierpnia 1936 r., po zdobyciu Badajoz - rozstrzelano wtedy 2300, prawdziwych bądź domniemanych, zwolenników Republiki. Zabijano milicjantów, związkowców, wszystkich, których uznano za lewicowców - starczyło mieć na ramieniu ślady po karabinie. Tyle ze druga strona również organizowała krwawe represje, i to na porównywalną skalę. Dziś wiemy, że w hiszpańskiej wojnie domowej nie zginęło aż tak wiele osób (wymieniane liczby sięgają niemal miliona zabitych), jak latami utrzymywały obie strony. Wiarygodne dane mówią o prawie 400 tys. ofiar wojny, późniejszych represji i walk partyzanckich, w tym 131 tys. rozstrzelanych w egzekucjach.

  I to republikanie urządzili największą zbiorową egzekucję tej wojny - w listopadzie i grudniu 1936 r. w Paracuellos del Jarama. Podczas politycznych sporów, jakie rozpętały się po śmierci gen. Franco, falangistowskie pismo El Alcazar nazwało to miejsce "hiszpańskim Katyniem". W ten sposób chciano zapobiec legalizacji Komunistycznej Partii Hiszpanii (PCE). na której czele stał Santiago Carrillo, obwiniany o zorganizowanie mordów w Paracuellos del Jarama. Porównanie z Katyniem wybrano dlatego, że propaganda frankistowska nadała mu wielki rozgłos, czyniąc zeń symbol zbrodni komunizmu. Większość Hiszpanów kojarzyła tę nazwę bez problemów.
 dr TADEUSZ MIŁKOWSKI - pracownik Instytutu Historii PAN i wykładowca w Instytucie Iberystyki na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się migracjami oraz historią Hiszpanii; główne dziedziny jego zainteresowań to historia Katalonii i antyklerykalizmu hiszpańskiego. Jest autorem m.in. podręcznika akademickiego do historii Hiszpanii (wraz z P. Machcewiczem) oraz studiów z dziejów Kościoła w kolonialnej Ameryce hiszpańskiej pt. "Indianie i zakonnicy", a także wielu artykułów.


Wojna domowa w Hiszpanii rozpoczęła się 18 lipca 1936 r. buntem wojskowych i przeciwników rządów lewicy. W Madrycie stłumiono powstanie narodowców (tak określali się zwolennicy Franco) głównie siłami milicji robotniczych. Rychło zaczęto aresztować osoby podejrzane o sympatię dla narodowców lub odmawiające współpracy z władzami. W więzieniach znaleźli się emerytowani oficerowie, falangiści (członkowie Falangi, faszyzującego ugrupowania politycznego), politycy (byli wśród nich także ministrowie byłych rządów republiki), księża i zakonnicy. Większość przebywała w więzieniu Modelo (wybudowanym na początku wieku jako wzorcowy zakład karny, w którym więźniowie przebywają w humanitarnych warunkach). gdzie umieszczono ich w piętrowych pawilonach, odseparowanych od pomieszczeń przestępców pospolitych. Zwolennicy Republiki spodziewali się szybkiego zlikwidowania buntu, toteż wiadomości o sukcesach narodowców wywołały chęć odwetu. 12 sierpnia 1936 r. pismo socjalistów Claridad podało, że w więzieniach faszystami są nie tylko więźniowie, lecz także strażnicy. Podobne informacje publikowano już wcześniej, lecz ta była wyjątkowo napastliwa i wkrótce przyniosła konkretny efekt. Już w pięć dni później "czekiści" (komitety milicyjne tworzone w zakładach pracy lub blokach mieszkalnych nazywano na wzór rosyjski checa), w Madrycie było ich 226, przeprowadzili w więzieniu rewizję. 21 sierpnia zwolniono kryminalistów, którzy zgodzili się walczyć za Republikę. Następnego dnia pozostali przestępcy podpalili sienniki i koce, a milicja otworzyła ogień do więźniów-wojskowych, oskarżając ich o próbę wzniecenia buntu. W nocy bojówki anarchistyczne i socjalistycznej centrali związkowej (UGT) przeprowadziły selekcję wśród więźniów, których na miejscu rozstrzelano. Zginęło około 200 osób.

Ta akcja wywołała protesty władz madryckich. W więzieniu przeprowadzono inspekcję, lecz prasa cały czas utrzymywała, że to faszyści sprowokowali zajścia. Jak twierdził później naczelny redaktor pisma El Socialista, dla "dobra sprawy" do publicznej wiadomości nie podano prawdziwych informacji. Aby nie dopuścić do kolejnych samosądów, powołano trybunały ludowe, mimo to nadal często samowolnie rozstrzeliwano więźniów. Minister spraw wewnętrznych wydal więc zakaz samowolnego zatrzymywania osób i rewizji mieszkań, zezwalając na takie działanie tylko Służbie Bezpieczeństwa (Dirección de Seguridad).

Tymczasem wydarzenia na froncie przybierały obrót coraz bardziej niekorzystny dla republikanów. Tak jak początkowo liczono na szybkie zwycięstwo, tak teraz obawiano się rychłej klęski. Po zdobyciu Badajoz oddziały narodowców zaczęły posuwać się w kierunku Madrytu. Bohaterska i długotrwała obrona szkoły wojskowej znajdującej się w alkazarze (zamku warownym) w Toledo, gdzie atak republikanów odpierali nieliczni kadeci, wpłynęła jednak na zmianę celu ofensywy. Franco uznał, że toledański alkazar (jedno z najważniejszych historycznych miejsc Hiszpanii) jest symbolem sprawy, o którą walczy, i - wbrew opinii najwybitniejszego z dowódców nacjonalistycznych), skierował marsz swoich kolumn na Toledo. Tym samym stracił możliwość szybkiego zdobycia nie przygotowanego do obrony Madrytu. Do przedmieść stolicy (Carabanchel) narodowcy dotarli dopiero 5 listopada. Plany ataku znalezione u zabitego oficera pomogły obrońcom odpowiednio przegrupować siły. Wynik bitwy nie był jednak pewny, toteż 6 listopada rząd opuścił Madryt i przeniósł się do Walencji. 7 listopada powołano Radę (Junta) Obrony Madrytu. Na jej czele stanął gen. José Miaja, jeden z niewielu oficerów najwyższej rangi, którzy opowiedzieli się za Republiką. Odpowiedzialnym za porządek publiczny został Santiago Carrillo, członek Młodzieżowej Organizacji Socjalistycznej, który tego samego dnia zwrócił się o przyjęcie do Partii Komunistycznej. W madryckich więzieniach przebywało w tych dniach około 10 tys. więźniów (z czego co najmniej 1000 wojskowych i 200 duchownych). 3 listopada dziennik La Voz napisał, że trzeba rozstrzelać 100 tys. faszystów ukrywających się na tyłach lub w więzieniach, aby sparaliżować działalność V kolumny. Termin ,,V kolumna" wprowadził gen. Mola, który powiedział, że zwolennicy narodowców w Madrycie są jak dodatkowa, V kolumna, cztery kolumny rebeliantów posuwały się wówczas w kierunku stolicy. Za tę wypowiedź został zresztą mocno skrytykowany przez innych dowódców nacjonalistycznych, uważających, że posłużyła ona republikanom do usprawiedliwienia represji.

Rano 7 listopada 1936 r. policjanci z Dirección de Seguridad i milicjanci z Vigilancia de Retroguardia (Ochrona Tyłów) pojawili się w madryckim więzieniu Antón z listami więźniów, których rzekomo miano uwolnić. Wieczorem tego samego dnia podobną akcję przeprowadzono w więzieniu Modelo, tu jednak więźniom nie powiedziano dlaczego są zabierani. Wielu z nich nie miało złudzeń co do swojego losu. Inni łudzili się, że będą przewiezieni do więzień oddalonych od linii frontu. Do transportu użyto piętrowych autobusów miejskich. Więźniów zawieziono do Paracuellos del Jarama (20 km od Madrytu). Wyprowadzano ich w małych grupach i rozstrzeliwano nad rowem, do którego spadały ciała. Tego dnia zabito ponad 800 więźniów z Modelo i trudną do określenia liczbę więźniów z innych więzień.
8 listopada powtórzono selekcję w więzieniu Modelo. Tym razem zabranych rozstrzelano w innym miejscu, w Torrejón de Ardoz, również położonym przy drodze do Saragossy. Ogółem w ciągu tych dwu dni zabito co najmniej 2800 osób. Przez cały listopad, aż do początków grudnia, wywożono mniejsze grupy więźniów, aby rozstrzelać ich w dwu wymienionych miejscach lub w San Hernando de Henares.
4 grudnia anarchista Melchor Rodríguez został mianowany generalnym inspektorem więziennictwa. Wbrew obawom rodzin uwięzionych położył kres egzekucjom. 5 grudnia Rada Obrony Madrytu próbowała "ewakuować" więźniów z Alcalá de Henares, co w rzeczywistości oznaczało ich śmierć. Rodríguez, zawiadomiony przez dyrektora więzienia (który już wcześniej oponował przeciwko likwidacji zakładu) zapobiegł "ewakuacji". Potem wielokrotnie osobiście nadzorował transporty z więzień madryckich do San Miguel de los Reyes. Wywołało to ataki Junty Madryckiej, która twierdziła, że stolica nie należy do jurysdykcji Rodrigueza.

Trudno dokładnie określić liczbę ofiar masakr z listopada i grudnia 1936r. W Paracuellos del Jarama chowano bowiem zarówno skazanych przez trybunał wojskowy, jak rozstrzelanych potajemnie; z ponad 10 tys. połowa to ofiary represji republikańskich, pochowane już po wojnie, ich szczątki przeniesiono tu z innych miejsc. Między 2800 ofiarami, które z całą pewnością zginęły podczas "ewakuacji" więzień, a blisko 5 tysiącami zabitych w trakcie całej wojny domowej w trzech miejscach kaźni znanych potocznie jako Paracuellos del Jarama, mieści się liczba ofiar likwidacji więzień w Madrycie w 1936 r.

Do dziś nie jest do końca jasne kto ponosi odpowiedzialność za mord w Paracuellos del Jarama. Wiadomo jednak, że bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Santiago Carrillo, szef Rady Porządku Publicznego w Juncie Madryckiej, i jego zastępca Segundo Serrano Poncel. To ich podpisy widnieją na listach rozstrzelanych. Obaj komuniści mieli wtedy po 20 lat i wiele wskazuje, że cała operacja nie była tylko ich pomysłem. Działania Carrillo są dobrze znane dzięki dokumentom zdobytym przez narodowców oraz informacjom uzyskanym podczas przesłuchań więźniów republikańskich.
10 listopada 1936 r., czyli już po pierwszej fazie rozstrzeliwań, Carrillo i jego doradcy ustalili procedurę dalszego postępowania. Do każdego z więzienia wysłano komunistycznych delegatów poufnymi rozkazami zabicia "ewakuowanych" więźniów, załatwiano transport i ludzi do kopania rowów.

Rozstrzeliwanie więźniów zlecono milicjantom z Vigilancia de Retroguardia. Ta formacja zajmowała się zarówno 1udźmi skazanymi przez sądy wojskowe, jak i tymi bez wyroku, których - zdaniem władz bezpieczeństwa - należało usunąć. Prawdopodobnie tak samo postępowano w Paracuellos del Jarama. Kto jednak zdecydował o wymordowaniu madryckich więźniów?

Pierwszym podejrzanym jest Manuel Munoz, szef republikańskiej służby bezpieczeństwa. Co prawda, jak cały rząd, Munoz opuścił Madryt nocą 6 listopada, ale wiele wskazuje na to, że zdążył wydać odpowiednie rozkazy. Munoz nie przyznał się do tego przed frankistowskim trybunałem; istnieją jednak zeznania świadków, wedle których szef służby bezpieczeństwa Republiki podjął decyzję zamordowania więźniów - po rozmowie z socjalistyczną posłanką Margaritą Nielken. Gdy po wyjeździe rządu do Walencji w Madrycie objęła władzę Rada Obrony (w dużym stopniu niezależna od rządu), operację likwidacyjną prowadził dalej Santiago Carrillo.

Istnieją jednak relacje sugerujące, że był znacznie wcześniej wmieszany w tę sprawę. Mianowicie, już w sierpniu 1936 r. miął w Regionalnym Komitecie Śledczym (Comitet Provincional de Investigación Pública) zajmować się selekcją więźniów. W pierwszej grupie znaleźli się oficerowie, następnie falangiści i na koniec - inne elementy wrogie Republice. Komitet powstał z checa założonej w Akademii Sztuk Pięknych i jak wszystkie checa podlegał wywiadowi wojskowemu. Dokumentów służby bezpieczeństwa Madrytu nie odnaleziono po wojnie. Nie sposób więc ustalić, czy plan likwidacji więźniów narodził się wkrótce po buncie narodowców (na co wskazywałaby domniemana selekcja więźniów w sierpniu 1936 r.) czy też był reakcją na zbliżenie się narodowców do stolicy (wówczas selekcję więźniów należałoby uznać za przeprowadzoną "na wszelki wypadek"). Jedno jest pewne: likwidacja więźniów nie była wynikiem żadnej improwizacji. Wszystko było dobrze przygotowane.

Decyzję zamordowania więźniów mógł podjąć nie tylko Munoz, lecz także minister spraw wewnętrznych Ángel Galarza. Według jednej z relacji, na jego polecenie powoływał się Serrano Poncel w rozmowie z dyrekcją więzienia Modelo, gdy 8 listopada organizował wywózkę kolejnej grupy więźniów. Można więc wysunąć przypuszczenie, że odpowiedzialni są niektórzy członkowie rządu i kierownictwo służb bezpieczeństwa.

Najtrudniej odpowiedzieć na pytanie: kto był inicjatorem tego mordu? Według Michaiła Kolcowa, jednego z najważniejszych przedstawicieli Rosji Sowieckiej w Hiszpanii, inicjatywa przewiezienia więźniów wyszła od komunistów. Kolcow w swoim pamiętniku nie wspomina jednak, że zostali oni zamordowani. Opisując swoją prace dziennikarską podczas wojny domowej w Hiszpanii używa pierwszej osoby, gdy jednak chce przedstawić wydarzenia, w których uczestniczył jako sowiecki doradca, pojawia się jego alter ego - fikcyjny komunista meksykański Miguel Martínez. Według Kolcowa to on przez cały czas nalegał na władze republikańskie, aby usunąć więźniów z Madrytu.

Jest to najbardziej bezpośrednia poszlaka wskazująca na to, że pomysł likwidacji więźniów był dziełem radzieckich służb specjalnych. Inne informacje wskazują na głównego agenta NKWD w Hiszpanii Aleksandra Orłowa. Mord w Paracuellos del Jarama był zbyt dobrze zorganizowany (na tle chaosu panującego w Madrycie na początku listopada 1936 r.), aby uznać go wyłącznie za hiszpański pomysł.

Podobnie jak Katyń, Paracuellos del Jarama to także historia sukcesów sowieckiej propagandy. Do początku lat osiemdziesiątych najgłośniejsi historycy hiszpańskiej wojny domowej (Hugh Thomas, Gabriel Jackson) kwestionowali celowe zorganizowanie masakry (winą obarczano działających spontanicznie anarchistów), zaniżali liczbę ofiar lub w ogóle pomijali tę sprawę. Tymczasem sprawdzone wiadomości o masowych mordach w okolicach Madrytu były znane niemal natychmiast po ich dokonaniu. Felix Schlayer, przedstawiciel Norwegii w Hiszpanii, oraz delegat Czerwonego Krzyża Szwajcar George Henry odwiedzili więzienie Modelo w pierwszych dniach wywózek, rozmawiali z Carillo i, szukając "zaginionych" więźniów, dotarli w końcu do Torrejón de Ardoz. W rowie, pod cienką warstwą ziemi, dostrzegli zwłoki ludzi. Doprowadził ich tam milicjant, który dokładnie opisał, jak zabijano więźniów (grupy po 10 osób), do których strzelano z góry. W kilka dni potem, gdy do Schlayera dotarły informacje o innym miejscu kaźni - Paracuellos del Jarama - Norweg pojechał tam i od świadka wydarzeń (okoliczna ludność doskonale wiedziała, co się działo) dowiedział się szczegółów. Schlayer opisał wszystko w książce wydanej w Niemczech w 1938 r., co z pewnością nie wpłynęło na uwiarygodnienie przedstawionych informacji.

Schlayer i Henry oraz przedstawiciel Argentyny Quesada protestowali przeciwko zabijaniu więźniów przed władzami Junty Madryckiej, w czym pomagał im członek rządu, reprezentant Partii Baskijskiej (PNV), Manuel de Irujo. Szef Junty gen. Miaja zaprzeczył, że wie o całej sprawie i skierował protest do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Minister Galarza odpowiedział, że nie doszło do żadnego mordu. Samolot francuski, którym Henry opuszczał Hiszpanię, został zaatakowany przez nie rozpoznany myśliwiec zaraz po starcie z lotniska. Jeden z pasażerów zginął, Henry został ranny. Prawdopodobnie służby specjalne Republiki (lub NKWD) nie chciały dopuścić, aby delegat Czerwonego Krzyża poinformował opinię publiczną Europy o losie więźniów Republiki akurat wtedy, gdy na forum Ligi Narodów przedstawiciel rządu republikańskiego Julio Alvárez del Vayo piętnował zbrodnie faszystów (11 listopada 1936 r.).

W 1939 r. po zwycięstwie narodowców dokonano ekshumacji zwłok więźniów zamordowanych w okolicach Madrytu. Ciała pomordowanych w innych miejscach przeniesiono do Paracuellos del Jarama, gdzie utworzono wielki cmentarz ofiar "czerwonego terroru". Aż do śmierci Franco obie strony konfliktu pozostawały nieprzejednane co do oceny represji dokonanych podczas wojny. Śmierć dyktatora doprowadziła początkowo do wzrostu fali wzajemnych oskarżeń, z czasem jednak zaczęła dominować spokojniejsza ocena wydarzeń.
   

Czytano 20765 razy Opublikował: Admin Data utworzenia: 3 Październik 2005 Data aktualizaji 15 Luty 2019
Ilość odwiedzin strony: 55058536 od 2005-11-01
Obecnie na stronie jest: 10 użytkowników
2000- © Hiszpania-online.com - Wszelkie prawa zastrzeżone